Robak zębowy

Żył w pewnym mieście robak zębowy,
który miał trzy straszne głowy,
a w każdej z nich wielkie oczy,
by widzieć dobrze nawet w nocy.

Doktorbart
Trzy szerokie, bulwiaste nosy
sterczały z głów niczym kokosy.
Trzy długie, ruchliwe języki
wiły się jak jadowite wężyki.

A oprócz tego, moi mili,
miał długi tułów z wypustkami kolorowymi
zwieńczony smukłym ogonkiem z haczykiem,
którym zwinnie wywijał z bojowym okrzykiem:
próch-, próch-, próchnica!!!

Na dodatek, by szybko skakać
z zęba na ząb lub z buzi do buzi,
miał dziesięć nóżek z przyssawkami
w kolorze kawy, trawy i róży.

Doktorbart
Zdarzało się nierzadko,
że musiał uciekać przed szczotką i pastą.
Rozkładał wtedy szybko skrzydełka
i czmychał z buzi, gubiąc wiertełka.

Na widok wroga ogarniała go trwoga.
Jego życie to ciągła ucieczka i droga
z mleczaka na mleczak, z ust do ust -
taki miał stworek oryginalny gust.

Doktorbart
Dziś robak szukał nowego domu,
bezpiecznego w zębie schronu.
Był spragniony i głodny,
nastrój miał zatem niezbyt pogodny.

Rozejrzał się uważnie dookoła,
odgarniając tłuste włosy z czoła.
Chrząknął, podrapał się po brudnym uchu
i splunął za siebie w nerwowym odruchu.

Powiedział sam do siebie:
"Mam chrapkę na zębową sałatkę, mniam.
Mam ochotę na zębową zupę, mniam, mniam.
Mam wielkie pragnienie zjedzenia mlecznego uzębienia, mniam, mniam, mniam"

Mlasnął, przełknął ślinę i zawył smutno:
"Gdybym był molem, mógłbym zjeść futro.
A tak muszę ruszyć na łowy
w poszukiwaniu młodziutkiej głowy.

Kogoś, kto lubi cukierki, batony i lizaki
oraz inne słodkie przysmaki,
prócz tego nie myje zębów wcale.
Ach - westchnął - jak wspaniale".

Spojrzał w lewo - zobaczył Małgosię,
dziewczynkę o sympatycznym głosie,
w której buzi często gościł,
dając upust swej słabości.

Zjadł jej kilka mleczaków -
należały do jego przysmaków.
Gdy zęby myła wieczorem,
nie tryskał już dobrym humorem.

Doktorbart
Zmuszony był innej buzi poszukać.
Ciężko westchnął i z nerwów zaczął nogą stukać,
a potem obrócił się trzykrotnie wokół własnej osi.
Uczucie głodu bardzo źle znosił.

Spojrzał w prawo - namierzył Kubusia,
chłopca, któremu nie zamykała się buzia,
miłośnika słodkich batonów,
zajadanych często po kryjomu.

Tym razem z jednym w dłoni
biegł przez trawnik w stronę jabłoni.
Kieszenie wypełniały mu cukierki,
jego drogę znaczyły papierki.

Ząbki Kubusia były już zniszczone
przez robaki zębowe w tym wyszkolone.
Nawet przedtrzonowce nie ostały się całe,
były jak ser szwajcarski podziurkowane.

Doktorbart
Odwrócił się i ujrzał Zuzię.
Oj, będą problemy duże!
Jest przecież z tego znana,
że myje ząbki z wieczora i z rana.

Buzię ma zawsze uśmiechniętą,
a z jej ust pachnie miętą.
Szczoteczkę do zębów przy sobie nosi,
o mycie zębów tata jej nie prosi.

Płonne nadzieje, robaku zębowy,
gdzie indziej zmykaj na swoje łowy.
Bój się zamieszkać u Zuzi w ustach,
w jej zębach przejrzysz się jak w lustrach.

Doktorbart
Robak dumał, wielkie łzy ronił,
włos tłusty mierzwił na skroni.
Ta rozpacz nie miałaby końca,
gdyby nie nadeszła myśl kojąca.

"Eureka! - zawołał radośnie.
Wiem, gdzie dużo młodych ząbków rośnie.
Udam się dalej na moje łowy -
do żłobka, przedszkola lub do szkoły".

Na myśl o uczcie aż się rozpromienił.
Ożywcza to wizja dla zębowych bakterii,
niezwykle szkodliwych potworów kwasowych,
mieszkańców setek jam gębowych.

Bakterie owe nigdy się nie lenią.
Młodziutkie zęby bardzo sobie cenią.
Nie ma dla nich sensu inne bytowanie
niż mlecznego uzębienia spożywanie.

Robak lubił polować w pojedynkę.
Gdy wyczuł choćby jedną landrynkę,
ruszał na łowy w radosnych podskokach,
śpiewając o życia swego urokach.

Rodzina samolubem go zwała,
do domków w siekaczach go zapraszała.
Próchnicy kosztował troszeczkę,
siły zbierał na wycieczkę.

Ogonkiem uczepił się piórka,
które zgubiła jaskółka.
Z wiatrem żwawo poszybował
w stronę najbliższego przedszkola.

Wylądował na wielkim oknie.
Do szyby przylgnął swobodnie,
by lepiej dzieci obserwować,
jak słodkości będą pałaszować.

Ślina mu ciekła na widok jedzonka
utkanego w dziąsłowych kieszonkach.
Już odnóża brał do buzi,
bo głód dopadł go duży.

Wyciągnął świderek z plecaka,
atrybut każdego robaka,
i zaczął go ostrzyć na ogonku,
marząc o cukierku lub pączku.

Nagle znieruchomiał i pobladł cały.
Dzieci poszły umyć ząbki, a to pech niebywały.
Czyste zęby są niejadalne,
doprawdy, w smaku wprost fatalne.

Wskoczył zatem na psa Burka,
by na jego grzbiecie dotrzeć do szkolnego podwórka.
Na podwórku, jak wiadomo, biega dzieci chmara.
Małe buzie chorych zębów mieszczą co niemiara.

Robak nie mylił się wcale.
Przycupnął na Jackowym sandale.
Po wspinaczce dotarł do chłopca buzi,
gdzie rósł już zębów drugi tuzin.

Odczekał do kolacji, mocno trzymając się języka.
Słuchał mlaskania, jakby to była piękna muzyka.
Już wyobrażał sobie, jak smaczny ząbek chrupie,
jak pluszcze się w tej zębowej, pysznej zupie.

Głos mamy Jacka sprowadził go na ziemię:
"Nie pozwól, by robak zębowy w twej buzi znalazł schronienie.
Umyj zęby dokładnie i nie spiesz się wcale,
pasty i szczotki boją się wszystkie zębowe robale".

Robak z przerażeniem słuchał słów mamy,
aż na ciele wyszły mu czerwone plamy.
"Jeśli Jacek umyje dokładnie zęby,
przyjdzie mi zmienić dietę na owsiane otręby".

Lecz Jacuś, Cukrusiem zwany,
zapomniał przestróg kochanej mamy.
Zjadł baton i tabliczkę czekolady,
więcej połknąć już nie dał rady.

Usnął smacznie, z głową na stole,
śniąc o jutrzejszym na obiad rosole.
A głodny jak wilk robak zębowy
szybko czmychnął na ząb trzonowy.

Rozgościł się, mocno uczepił,
by nawet język Jacka go nie odlepił,
i począł swym świdrem drenować ząb,
tak jak bóbr podgryza dąb.

Jacuś spał smacznie, śnił słodko dalej,
a robak czuł się doskonale.
Radośnie mrucząc, trawił i planował -
chciał domek w zębie sobie zbudować.

Od rana Jacuś skarżył się mamie,
że coś go w zębie strasznie łamie.
Mama, przyczynę bólu znając,
do dentysty zadzwoniła po pomoc.

Doktorbart
Doktor Ząbek - pogromca próchnicy
był świetnie znany w całej dzielnicy.
Niejeden ząb już jej wyleczył
i nigdy dziąsła nie skaleczył.

Jacuś zaufał swojej mamie.
Umył zęby, gdy zjadł śniadanie.
Potem bez strachu poddał się kontroli,
przeglądowi stomatologicznemu, który nic nie boli.

Chłopiec wygodnie siadł na fotelu.
Otworzył buzię w szczytnym celu,
by stomatolog mógł w mig
sprawdzić lusterkiem zębów szyk.

Doktor uważnie badał buzię.
Znalazł ubytki bardzo duże.
W końcu powiedział, wyraźnie zmartwiony:
"Jacku, ząb musi być naprawiony.

Najpierw trzeba wykurzyć robaka,
bo niezły z niego rozrabiaka.
Następnie plombę najlepszą założyć
i profilaktykę szybko wdrożyć".

Punkt pierwszy poszedł jak z płatka.
Pan doktor zgłębnikiem odnalazł gagatka -
siedział schowany za zębem trzonowym,
obmyślając kolejne wielkie łowy.

Ostrożnie wydobył go pęsetą,
a robak przyjął pozę jakby był atletą.
Napiął swe małe mięśnie i przyssawki,
aż z wysiłku dostał czkawki.

Na nic stawiany przezeń opór,
bo doktor miał szkodnika na oku
i sprawnie wyciągnął go z uzębienia
oraz oczyścił szkliwo z kamienia.

Doktor Ząbek naprawił szkody,
są na to, w postaci plomb, dowody.
Na Jacusia buzi uśmiech znowu gości,
a bezdomny robak zzieleniał ze złości.

Morał z tej bajki płynie taki:
myjcie dokładnie zęby, drogie dzieciaki.
Myjcie je z rana i po obiedzie,
a także po kolacji, by nie być w biedzie.

Niech robak zębowy, bakterią zwany,
z książeczki tylko będzie znany.
Niech daleko od was zamieszka,
bo nieprzyjazny z niego koleżka.


(tekst - Bartosz Niedziółka, ilustracje - Colgate)



Inne dziecięce atrakcje:

Bajka o robaku zębowym (by Doktorbart)
Szczotka, pasta, kubek, ciepła woda... (by Fasolki)
Robak zębowy w oczach małej pacjentki - rysunki Zuzi Kowalczyk, lat 8
Rysunek robaka zębowego - tym razem widziany oczami Julki Nowickiej
Stomatologia oczami Martusi - lat 2,5
Doktor Bart przy pracy - wizja artystyczna mojej dwuipółletniej córeczki Florentyny
Robak zębowy według Marysi Paluszkiewicz lat 9
Wizyta w gabinecie stomatologicznym - rysunek ze zbiorów Pana Jerzego Kowalskiego
Niesamowity stwór zębowy autorstwa sześcioletniej Marianny
Gniewko z tatą na wakacjach czytają bajkę o "Robaku zębowym"
Bartuś dla Bartka
"Robak zębowy" autorstwa czteroletniego Adryana
"Robak zębowy" w oczach dziewięcioletniego Konrada Wydry
Wesołych Świąt życzy Hania Tokaj
Kłaniają się dwa Robaki Zębowe i ich autorka Michalinka Woźniak
Natka-szczerbatka - wiersz Jana Brzechwy
Dzieło małej Weroniki
Flora w gabinecie
Dzielna Asia w gabinecie
"Robak zębowy" w oczach czteroletniej Oli
Dzielna Gabrysia - już bez rozchwianych mlecznych jedynek
Bardzo dzielny Kuba - bez górnego siekacza
Młodzi pacjenci zarażają... śmiechem
Origami Konrada
Nowe obrazy w gabinetowej galerii
Przekreślony robak zębowy Maksia
Flora w gabinecie - część 2.
Robak zębowy - oczami Martynki
Dzielny Mateusz
Dentystyczna bajka Emilki
Rysunkowe, zębowe życzenia od Asi